Poznaj kogoś Suppi - Jakbyniepaczeć

Zdjęcie posta

Ponad 10 lat, 1000 filmów i wyprawy liczone w tysiącach kilometrów. Jakbyniepaczeć opowiadają o pracy, której nie widać, i o tym, jak nie dać się algorytmom.

Sześć dni, 2100 kilometrów samochodem, 45 kilometrów pieszo ze sprzętem i 467 pokonanych pięter. Wszystko po to, żeby pokazać widzom miejsca znane z „Rodu smoka”.

Jakbyniepaczeć od prawie 11 lat udowadniają, że opowiadanie o serialach może oznaczać znacznie więcej niż nagranie szybkiej recenzji. Za każdym materiałem stoją research, scenariusz, zdjęcia, montaż, podróże i dwie osoby, które uparcie trzymają się jakości, nawet kiedy algorytmy podpowiadają coś zupełnie innego. Rozmawiamy o początkach kanału, kulisach „Śladami seriali”, pracy we dwoje i cenie, jaką dziś płaci się za robienie w internecie rzeczy porządnie.

Od lat mówicie o serialach, recenzujecie je i podpowiadacie widzom, co naprawdę warto obejrzeć. Pamiętacie moment, w którym z samego oglądania zrobiła się potrzeba, żeby o serialach mówić publicznie i robić to na serio?

Kaja: Dziś trudno wyobrazić sobie taką sytuację, ale ponad 10 lat temu o serialach w Polsce prawie nikt nie mówił. Pracowałam wtedy w serwisie Gazeta.pl jako dziennikarka w serwisie poświęconym głównie filmom i doszłam do wniosku, że może warto byłoby zacząć pisać o serialach, które robiły się coraz lepsze, ale wciąż były źle kojarzone. Tak zaczęła się moja przygoda z tak zwanym quality TV, która trwa do dziś, tyle, że w pewnej chwili przeniosła się z redakcji na YouTube, gdzie stworzyliśmy właśną markę i własne miejsce do opowiadania o tym co warto oglądać. A ponieważ Janusz pracował jako operator i montażysta, wszystkie puzzle złożyły się w całość i powstało Jakbyniepaczeć. Ta przygoda trwa już prawie 11 lat! 

 

Jakbyniepaczeć od początku stawia na jakościowe seriale i rzetelne podejście. Skąd wzięła się u Was potrzeba, żeby o popkulturze mówić nie tylko szybko, ale też porządnie?

Kaja: Z wykształcenia, specjalizacji i poczucia misji. Mamy za sobą pracę w tradycyjnych mediach i od lat staramy się połączyć ze sobą to, czego się nauczyliśmy, z nowym podejściem do informacji, budowaniem społeczności i możliwościami jakie dają nowe technologie. Na razie się udaje :)

 

W internecie bardzo łatwo wpaść w tryb: temat gorący, film szybko, byle zdążyć. Jak Wam udaje się trzymać własny standard w miejscu, które premiuje raczej pośpiech niż przygotowanie?

Kaja: Jesteśmy bardzo uparci! Plus inaczej chyba nie umiemy. Przez lata oczywiście wyrosła nam spora konkurencja - nie jesteśmy już jedyni, jak na początku naszej działalności i dużo się od tamtej pory pozmieniało również w samych social mediach (nowe algorytmy to zło!) ale wiemy, że to właśnie ta jakość i rzetelność są najmocniejszą stroną tego, co robimy. I tego się trzymamy

 

Kiedy pracujecie nad jednym materiałem, co zabiera najwięcej czasu - oglądanie, research, pisanie, montaż czy coś, czego widzowie w ogóle nie biorą pod uwagę?

Kaja: Życie “influencera” cieszy się bardzo złą sławą. Wszystkim wydaje się, że ogranicza się do nagrywania głupich filmików i monetyzacji zasięgów, ale to kompletna bzdura. Nasz kanał to nie tylko analizy, omówienia i recenzje, których przygotowanie potrafi zabierać nawet długie tygodnie, ale również cykl podróżniczy Śladami seriali, który pochłania gigantyczne zasoby energii, determinacji, przygotowań technicznych i merytorycznych, a także finansowych. Właśnie jesteśmy w trakcie projektu Śladami Rodu smoka - odwiedziliśmy ostatnio Hiszpanię, Portugalię i Wielką Brytanię. Dopiero wróciliśmy ze zdjęć a Janusz musi teraz to wszystko zmontować. Taki montaż 3 odcinków zajmie mu około 3 tygodni, po tym jak najpierw miesiąc przygotowywaliśmy wyprawę a potem ponad 2 tygodnie byliśmy non stop w podróży. W samym UK w 6 dni przejechaliśmy samochodem 2100 km, przeszliśmy 45 km piechotą (ze sprzętem) i pokonaliśmy 467 pięter, bo wiele lokacji położonych jest wysoko na górskich szlakach. 

Odpowiadając więc na pytanie, co zabiera najwięcej czasu, odpowiem: praca :) Bo to jest bardzo dużo pracy, której często nie widać. 

„Śladami seriali” to jeden z tych formatów, po których od razu widać, że seriale są dla Was czymś więcej niż tylko ekranem. Co Was najbardziej ciągnie do takich wypraw?

Kaja: Na pewno immersyjność doświadczenia, bo każda taka miejscówka sprawia, że oglądając serial jesteśmy w stanie dosłownie się tam przenieść. Za tym projektem stoi wiele rzeczy: ciekawość, potrzeba wyruszenia sprzed ekranu i odczarowania mitu, że zainteresowanie serialami jest tylko dla osób, które zapuściły korzenie przed ekranem. Podróżowanie śladami seriali otwiera głowę, bo nie tylko pozwala zobaczyć świat oczami specjalistów od lokacji, porównać wykreowane krainy z realem, ale zboczyć z utartego szlaku, którym podąża większość przewodników turystycznych. To niesamowita, jedyna w swoim rodzaju przygoda, której nie odbylibyśmy, gdyby nie seriale. 

 

Na Patronite piszecie wprost, że wsparcie daje Wam niezależność od algorytmów, trendów i słupków oglądalności. Co ta niezależność realnie zmienia w Waszej pracy?

Kaja: Dziś zmienia wszystko, bo dzisiejszy świat kręci się wokół optymalizacji i trendów. Nasz kanał powstał jeszcze w czasach, kiedy algorytmy pozwalały na tworzenie czegoś oryginalnego i ciekawego, na co miało się zajawkę. Nie trzeba było wcelować w to, co poleca się w danym momencie, w danym dniu. Dzięki temu mogliśmy edukować i zachęcać ludzi do oglądania mało znanych tytułów. Dziś jest to bardzo trudne, zwłaszcza jeśli kanał to twój zawód. Bo żeby robić coś jakościowego, trzeba się temu poświęcić. A żeby się z tego utrzymać trzeba generować zasięgi. Klient komercyjny nie przyjdzie do kanału, który się nie ogląda, mimo, że jest misyjny i poleca niszówki. To dlatego dziś powstaje tak dużo wtórnych treści, które opowiadają o tym samym. My próbujemy znaleźć złoty środek w tym algorytmowym szaleństwie. Łatwo nie jest, a Patronite daje możliwość oderwania się od pogoni za zasięgami. 

 

Tworzycie ten kanał we dwójkę, ale każdy z Was wnosi do niego coś innego. Jak wygląda Wasza współpraca od środka? Bardziej się uzupełniacie czy częściej ścieracie, zanim coś przybierze ostateczną formę?

Kaja: Pracujemy ze sobą od tak dawna, że każde z nas dobrze zna już swoje miejsce. Nigdy nie byliśmy też konfliktowi, więc nie walczyliśmy o miejsce w naszym dwuosobowym zespole. Od początku się uzupełniamy: Janusz jest od technologii, filmowania, montażu i udźwiękowienia, ja jestem od merytoryki, występowania, social mediów. Choć i tu czasem eksperymentujemy (np. Janusz zaczął ostatnio występować jako współprowadzący), przy czym robimy to tak, żeby czuć się komfortowo z tym co robimy. W podróżach też mamy swoje role, które wyklarowały się w sposób naturalny i fajnie to się sprawdza. 

 

Macie za sobą ponad 10 lat na YouTubie, ponad 1000 filmów i dziesiątki milionów wyświetleń. Co przez ten czas najbardziej zmieniło się w samym robieniu treści o serialach?

Kaja: Właściwie wszystko :) Począwszy od pojawienia się nowych serwisów społecznościowych jak choćby TikTok czy rewolucji w algorytmach, które kompletnie zmieniły sposób tworzenia treści w internecie. Nie wspominając o powstaniu setek profili, które specjalizują się w tematyce serialowej oraz tak zwanych agregatorów (Metacritic, Rotten Tomatoes), które zmieniły sposób w jaki ocenia się filmy i seriale. Dziś otwarcie mówi się też o kryzysie recenzenckim, erozji autorytetów i toksycznych fandomach, które z pewnością nie ułatwiają pracy, jeśli chce się zachować wypracowane przez lata standardy. Social media pozamykały nas w bańkach i bardzo ciężko jest nam z nich wyjść i wyjrzeć na zewnątrz. Oczekujemy, że wszystko będzie dla nas, tak jak my chcemy. Pojawia się więc problem z zaakceptowaniem innego punktu widzenia i ogólnie brak umiejętności wyważonego dyskutowania o zjawiskach popkultury. A także mnóstwo bezsensownego hejtu. W takiej przestrzeni pracuje się ciężko, ale mimo wszystko myślę, że nadal warto to robić. 

Bardzo uczciwie piszecie też o tym, że rozwój kanału to nie tylko pomysły, ale też bardzo konkretne koszty: sprzęt, wyjazdy, muzyka, dyski, realizacja większych formatów. Co jest dziś najtrudniejsze w utrzymaniu takiego projektu na poziomie, który Was naprawdę satysfakcjonuje?

Kaja: To bardzo złożone pytanie, bo nie dotyczy już tylko prowadzenia profilu w mediach społecznościowych. Jako społeczeństwo znaleźliśmy się na etapie przesuwania się widowni od mediów profesjonalnych, za którymi stoją gigantyczne fundusze, w stronę mediów tworzonych oddolnie przez niewielkie zespoły osób, za którymi już te fundusze nie stoją. Od lat pracujemy z Januszem na dwa etaty, a czasem nawet na trzy czy cztery, bo robimy w naszym kanale absolutnie wszystko. Nie zawsze jednak mamy środki na pokrycie tychże etatów, nie wspominając o kosztach stałych: abonamentach takich jak choćby Adobe, banki muzyki, amortyzacji sprzętu, pokryciu podstawowych kosztów takich jak prąd itd. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że przecież nie musimy tego robić. Ale czy jakaś duża redakcja prywatnego medium musi? Problem w tym, że jesteśmy zupełnie inaczej postrzegani i traktowani, bo nie stoją za nami inwestorzy oraz duże marki, które fundują nam etaty i ubezpieczenie. 

 

Dodatkowo nasze treści dostępne są za darmo, co rozleniwia odbiorców, bo skoro są za darmo, to widać tak powinno być, a i tak znajdują się czasem osoby, które w komentarzach przychodzą sobie ponarzekać, że coś im się nie podoba. 

Kaja: Nie mamy abonamentu, zarobki z tzw. Adsense, czyli reklam na YT są boleśnie niskie i - znów - uzależnione od algorytmów, które pisane są tak by przynosiły dochody Big Techom, a nie tym, którzy wypełniają ich serwisy treściami. Jedyne co nam w tej sytuacji pozostaje to partnerzy komercyjni, ale to też nie jest takie proste, bo kampanie raz są, innym razem ich nie ma i zależą od… zasięgów. Czyli algorytmów i trendów, które są ciągle zmieniane.

Jest oczywiście wsparcie społecznościowe, takie jak Patronite i Suppi i naprawdę: każda złotówka wsparcia jaką dostajemy daje nam promil więcej szans, że kanał będzie mógł działać i się rozwijać dalej. W zamian możemy dać jakościowe treści, w które wkładamy 300 procent swojego czasu, enegii i determinacji. 

 

W cyklu „Poznaj kogoś Suppi” zawsze pytamy też o wsparcie. Czym dla Was jest wsparcie osób, które stoją za Jakbyniepaczeć - bardziej paliwem do dalszego działania, gwarancją niezależności czy może jeszcze czymś innym?

Kaja: Z jednej strony jest to potwierdzenie, że to, co robimy jest dla kogoś wartościowe i komuś potrzebne. Z drugiej to cegiełka do dalszego działania. Wierzymy, że mamy jeszcze mnóstwo do zaoferowania i mamy nadzieję, że nasza działalność będzie mogła dalej trwać i się rozwijać. Każda złotówka wsparcia to takie dmuchnięcie w żagle. Dzięki tym mniejszym i większym podmuchom możemy płynąć dalej.

 

Po tej rozmowie trudno już myśleć o Jakbyniepaczeć jak o kanale, na którym ktoś po prostu ogląda seriale i włącza kamerę. Ponad tysiąc filmów, tygodnie pracy nad jednym materiałem, wyprawy ze sprzętem na plecach i ciągłe szukanie pieniędzy na kolejne projekty pokazują, ile dzieje się poza kadrem.

Przez te wszystkie lata zmienił się YouTube, widzowie, konkurencja i zasady gry. Oni nadal robią swoje: dzielą się zadaniami, sprawdzają informacje i nie chcą rezygnować z jakości tylko dlatego, że szybciej i głośniej często znaczy dziś lepiej. Wsparcie odbiorców daje im po prostu więcej czasu na dobrą robotę - i większą szansę, że nie będą musieli wybierać między tym, co wartościowe, a tym, co akurat dobrze klika się w sieci.

 

☕ Wesprzyj Jakbyniepaczeć stawiając kawę tutaj!

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego

Komentarze (0)