Dzień Kota – Kanapa zamiast ulicy. Jak wsparcie zmienia życie? Rozmowa z Ferdkiem i jego Właścicielką

Zdjęcie posta

Ferdek przeszedł drogę z ulicy na kanapę, ale jego historia to też leczenie i codzienna opieka. W Dniu Kota pokazujemy, jak realne wsparcie na Suppi przekłada się na leki, kroplówki i spokojne życie.

Ferdek nie jest kotem, który od zawsze miał swój dom. Przez lata żył na ulicy, był głodny, czujny i nie ufał ludziom. Dopiero kiedy sam „poszedł” za człowiekiem i trafił w miejsce, gdzie ktoś zdecydował się mu pomóc, zaczęła się jego druga historia.

Dziś to kot, który śpi spokojnie na kanapie, chodzi za opiekunami krok w krok i powoli nadrabia wszystko to, czego wcześniej nie miał – poczucie bezpieczeństwa, zabawę i zwykłą codzienność.

W Dniu Kota opowiadamy jego drogę od strachu do zaufania.

 

Jak wyglądał moment, w którym Ferdek pojawił się u Ciebie i co sprawiło, że został już na zawsze?

Aleksandra: Ferdek przez wiele lat tułał się po ulicy. W pewnym momencie swojego życia stwierdził, że pora się ustatkować i udał się za przechodzącą Panią aż do jej domu. W skrócie - w środku działo się wiele niedobrych rzeczy. Kiedy pewnego dnia wieczorem wyciekł do nas filmik, na którym kobieta znęca się nad Ferdkiem, rano byłam już pod jej drzwiami wraz z koleżanką z Fundacji. Pani bardzo nam podziękowała za to, że zabieramy od niej ten ogromny ciężar - chudego, wystraszonego kota. Kiedy zabrałam Ferdka do domu, zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia. Przez chwilę był mieszkańcem fundacyjnej Kociarni, ale po kwarantannie i kastracji od razu po niego wróciliśmy - nie mogliśmy wytrzymać tej głuchej ciszy bez jego gruchotania.

 

Co najbardziej Cię w nim zaskoczyło, kiedy zaczął czuć się bezpiecznie?

Aleksandra: Na początku Ferdek bał się gwałtownych ruchów, syczał na nas, gryzł znienacka. Jednak zbudowaliśmy z nim potężną relację polegającą na wzajemnym szacunku granic. Nigdy nie był dotykany, kiedy tego nie chciał. Rezultat? Jest największym miziakiem na świecie, chętnie uczy się sztuczek, codziennie wyleguje się brzuchem do góry i wie, że nie musi już niczego się bać!

 

Jak zmieniło się jego zachowanie od pierwszych dni do teraz?

Aleksandra: Zdecydowanie odzyskał swoją młodzieńczą ciekawość. Z zakurzonego emeryta wrócił do etapu kociaka, zaczął się bawić, biegać i skakać. Nie ma też już takich napadów głodu. Jednej rzeczy jednak ciężko mu się oduczyć, a mianowicie… grzebania w śmieciach, kiedy tylko pojawią się w zasięgu jego wzroku. 🙄 

 

Czym dla Ciebie jest Dzień Kota, odkąd w Twoim życiu pojawił się Ferdek?

Aleksandra: Tak właściwie to nasz pierwszy wspólny Dzień Kota i jesteśmy niesamowicie wdzięczni wszechświatu, że możemy spędzać go razem. Dzisiaj wyjątkowo go rozpieszczamy, tak żeby czuł, jak bardzo go kochamy. Dzień Kota to też dla nas przypomnienie o istnieniu tych kotków, które żyją tak, jak wcześniej żył Ferdek - w zimnie i głodzie na bezlitosnej ulicy. Nie wolno nam o nich zapomnieć i zrobimy wszystko, żeby jak najwięcej z nich znalazło kochający dom.

 

Kiedy pierwszy raz pomyślałeś: „to jest mój dom”?

Ferdek: Każdy kolejny dzień tutaj był dla mnie zaskakujący. Wszyscy wokół mnie skakali i chcieli, żebym czuł się jak najlepiej. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego ogromu miłości. Na początku podchodziłem z dużym dystansem do sprzętów domowych, takich jak pralka czy odkurzacz. Nie kojarzyłem dźwięku otwieranej lodówki. Jednak, kiedy rodzice pokazali mi, że szanują mój kredyt zaufania, zacząłem otwierać się na wszystko wokół. Myślę, że po raz pierwszy pomyślałem „to jest mój Dom”, kiedy nareszcie mogłem zasnąć spokojnie, bez czuwania i podskakiwania na każdy głośniejszy dźwięk.

 

Co dziś sprawia Ci największą radość - jedzenie, spanie czy noszenie na rękach?

Ferdek: Zdecydowanie jedzenie! To jest coś, co spędzało mi sen z powiek przez wiele lat, a teraz wszystkie 5 posiłków dziennie mam na wyciągnięcie łapy. Może i nie pochłaniam już wszystkiego w kilka sekund, ale nadal sprawia mi to ogromną radość - szczególnie, od kiedy rodzice sami mi gotują. 🤤

 

Masz swoje ulubione miejsce w domu, w którym czujesz się najbezpieczniej?

Ferdek: Jestem zawsze tam, gdzie moi rodzice. To przy nich czuję się najbezpieczniej. Nigdy nie siedzę sam w innym pomieszczeniu. Ale jeśli miałbym wybrać jedno miejsce które zajmuję najczęściej, to byłaby to kanapa w salonie - miękka, wygodna i idealnie pomiędzy miejscami pracy mamy i taty!

 

Widziałeś, że ludzie stawiają Ci „saszetę” na Suppi - na co przeznaczyłbyś takie wsparcie: więcej jedzenia, miękkie legowisko czy zapas smaczków?

Ferdek: Życie na ulicy odbiło na mnie swoje piętno - mam niewydolność nerek III stopnia, przewlekłe zapalenie jelit, problemy z zębami oraz FIV. Suppi wspiera mnie w zakupie niezbędnych leków, które zażywam każdego dnia, a także kroplówek, które przyjmuję co 48 godzin. Mama mówi, że na zdrowiu nie wolno oszczędzać, ale nawet ja widzę, jak wielkie jest to obciążenie finansowe - szczególnie w przypadku wizyt i zabiegów. Każda złotówka to dla mnie część lekarstw, które pozwalają mi żyć w komforcie. ❤️‍🩹  Jestem wdzięczny za każde wsparcie, które otrzymujemy!

 

Ferdek ma dziś dom, ale nadal potrzebuje leczenia i stałej opieki. Leki, kroplówki i wizyty u weterynarza to jego codzienność – coś, czego nie widać na pierwszym zdjęciu, ale co pozwala mu żyć bez bólu.

Jeśli chcesz poznać jego historię od początku do teraz, przeczytaj cały wywiad. To opowieść o tym, jak dużo może zmienić cierpliwość, troska i wsparcie ludzi, którzy postanowili pomóc.

Dzięki temu Ferdek może robić to, co każdy kot powinien – spać spokojnie w swoim domu. 💜🐾

 

☕ Świętuj z Ferdkiem Dzień Kota i postaw kawkę tutaj

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego!

Komentarze (0)